zamknij

Spotkanie organizacyjne szkoły tańca Bałtyckiego Teatru Tańca

08-09-2015

 Informujemy, iż zebranie organizacyjne i zapisy do szkoły tańca Bałtyckiego Teatru Tańca odbędą się 21 września (poniedziałek) w budynku Opery Bałtyckiej (wejście od ul. Towarowej) w dużej sali baletowej, grupy dziecięce i młodzieżowe o godz. 17:30 oraz dorośli o godz. 18:00.

Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych!

 

zamknij
drukuj

Odsłonięcie tablicy poświęconej Janinie Jarzynównej-Sobczak


wydarzenie specjalne

Tablica ufundowana przez ZASP.

 

Nasze rozmowy…
 
Barbara Kanold

Trzeba zacząć od tego, że teatrem, tańcem interesowałam się jeszcze w poznańskim liceum, na filologicznych studiach w Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza byłam pilnym widzem wszystkich baletowych przedstawień w pięknym gmachu pod Pegazem. Ale balet poznański w owym czasie to były przede wszystkim prezentacje klasycznych dzieł baletowych. Prowadził go na początku Leon Wójcikowski, tańczyły Maria Krzyszkowska, Barbara Karczmarewicz, tam widziałam prapremierę baletu Rimskiego-Korsakowa Śnieżynkę. Śpiącą królewnę i Jezioro Łabędzie i na tym się moje „wykształcenie” widza kończyło.
 
Kiedy w 1960 roku przyjechałam do Gdańska, pierwszym spektaklem baletowym, który miałam szczęście obejrzeć był Cudowny Mandaryn Beli Bartoka przygotowany przez Janinę Jarzynówną-Sobczak z Bohdanem Wodiczko i oczywiście Alicją Boniuszko w roli Dziewczyny. Balet niby nie nowy, powstał przecież w 1926 roku, a jego światowa kariera rozpoczęła się w latach czterdziestych od wystawienia w mediolańskiej La Scali. Gdańska inscenizacja była pierwszą w Polsce. Zrealizowaną według credo artystycznego choreografki – którym był dążenie do przekazania treści głęboko psychologicznych, bez nachalnego realizmu, przemawianie metaforą poetycką, bardzo indywidualną. Ta indywidualność choreografa zainspirowała wykonawców, bo Jarzynówna, jak nikt chyba inny, potrafiła wyzwolić ich indywidualność, zmusić do współtworzenia.
 
Oglądałam ten głęboko poruszający spektakl z zapartym tchem, bo nagle okazało się, że to jest prawdziwy teatr. Nie ileś tak, nawet najpoprawniej wykonanych piruetów, ale dramatyczny utwór przekazujący nasze myśli, uczucia, dotykający naszych, współczesnych spraw. Mandaryna widziałam kilka razy, zawsze znajdując w nim coś ważnego, nowego. Zaczęłam pilnie śledzić artystyczne dokonania choreografki, kilkakrotnie udało mi się z nią porozmawiać, byłam zafascynowana jej wrażliwością artystyczną, jej patrzeniem w głąb człowieka. Kiedy więc, po kilku latach otrzymałam propozycję pracy w szkole baletowej – ona była magnesem, który mnie przyciągnął.
Spotkałam ją w budynku szkoły, powiedziała mi wtedy- ogromnie się cieszę, że zdecydowała się pani pracować z nami, potrzeba nam sprzymierzeńców we wszechstronnym kształceniu tancerzy. Muszą czytać, pisać, wypowiadać się, muszą znać literaturę, sztukę, by pełniej wyrażać siebie poprzez taniec.
 
I tak to się zaczęło, przeszło czterdzieści lat temu. Rozmawiałyśmy często, pozwoliła mi niekiedy uczestniczyć w próbach, omawiałyśmy najtrafniejsze sposoby dotarcia do młodych. A po każdej premierze dyskutowałyśmy żarliwie. Później, gdy odeszła od czynnego uprawiania zawodu zawsze była chętna do rozmowy, martwiły ją i cieszyły sprawy polskiego, szczególnie gdańskiego baletu. Ciekawa była nowinek, więc kiedy udało mi się zobaczyć balet Bejarta, Neumeiera czy Ejfmana zdawałam jej dokładne relacje. A poza wszystkim miałam w niej wnikliwego recenzenta tego, co sama o balecie pisałam. Tak było przez wiele lat.
 
Wreszcie w 2003 roku udało mi się namówić ją do spisania naszych wspomnień. Nasza rozmowa wyglądała tak:
- Podobno pisze pani książkę?
- Zaczęłam, ale nic z tego nie wyszło, bo wszystko ustawiłam w równych szeregach jak żołnierzy i stało się nudne.
- Nie wolno pani zaprzepaścić całej swojej, ulotnej przecież, pracy. Spróbujmy razem! Ja „poprzestawiam szeregi i tym żołnierzykom zmieszam szyki.
 Zgodziła się i zaczęły się długie rozmowy, nie powiem, także spory. Cierpliwie „mieszałam szeregi”. Złamało to nudną chronologię. Wydawało się niby, że pomysł jest prosty, ale wiedziałam, że nie będzie łatwo, nie zmieniając tematu, sensu i nastroju, sprawić, by książka nabrała życia, rumieńców. By budziła zainteresowanie nie tylko wąskiego przecież grona tancerzy. Wróciłyśmy do formuły dialogu, który w różnym czasie i przy okazji coraz to nowych premier i wydarzeń baletowych wiodłyśmy przez kilka dziesiątków lat. I tak powstały Rozmowy o tańcu.

 

 

Pani Profesor
Fragmenty z wywiadu z Janiną Jarzynówną-Sobczak, przeprowadzonego
przez Annę Jęsiak, „Dziennik Bałtycki”, 27.01.1995 r.

 
Sztuka niezwykła
 
W tańcu nie ma tematów tabu – miłość kochanki i matki, wolność jednostki, pokój, samotność, szukanie prawdy – te sprawy tak bardzo każdemu z nas bliskie znajdują przecież odbicie w balecie i ja też do nich się odwoływałam. Zawsze wierzyłam w niezwykłą ważność tej sztuki, predestynowanej do ukazywania problemów egzystencjalnych, spraw współczesnego człowieka.

Klasyka nie wystarcza
 
Zawsze jednak byłam przekonana, że klasyka (…) nie wystarcza, że nawet ta najwspanialsza nie jest w stanie tej tematyki wyrazić. Od początku więc poszukiwałam takich form ruchu, które mogłyby ją przedstawić. A do tego trzeba było po prostu przygotować tancerzy. Podstawą tej sztuki jest oczywiście technika tańca, ale dla mnie niezwykle ważne było również kształtowanie indywidualności tancerzy – wyrazistość gestu, umiejętności pogłębionej interpretacji, tworzenia kreacji aktorsko- baletowej. Wyznawałam zasadę, że w tym procesie formowania indywidualności dać trzeba uczniowi choćby margines twórczej swobody, sprawić, by wraz z pedagogiem stał się współtwórcą. Było to wtedy nie tylko mało popularne, ale nawet nieznane.
 
Talent
 
Jak go poznać? To pewna wrodzona predyspozycja, łatwość przyswajania techniki ruchu. Ale nie tylko. Wśród wielu bardzo sprawnych ludzi niekoniecznie spotyka się talent. Talent to indywidualność, własne spojrzenie na sztukę, wrażliwość nadająca gestowi, ruchowi, formie określony i niepowtarzalny wyraz. Talent to wnętrze tancerza, jego osobowość.
 
Sukces
 
Realizacji było bardzo dużo. W sumie ponad 40, licząc pełnospektaklowe przedstawienia baletowe oraz miniatury. Powszechnie za największe osiągnięcie uznano Cudownego Mandaryna, bo w nim dość radykalnie zaznaczyło się poszukiwanie nowej formy. Narzuciła ją muzyka, pełna dramatycznego wyrazu i niezwykłej ekspresji. Bardzo śmiało przekroczyliśmy tu próg między tradycją a nowoczesnością.